ciąg dalszy ...

(...)Jan Waszkiewicz, ówczesny szef wrocławskiego KLD, pamięta, że młodzi wnieśli dynamikę tak dużą, że zaraz go odwołali. Poszło o kandydatów na posłów w wyborach 1991 roku. Waszkiewicz chciał liderów z KLD, młodzi, którymi kierował Schetyna, forsowali biznesmenów. Dlatego posłem z Wrocławia został Zenon Michalak (później znany już jako Zenon M. i występujący w kronikach kryminalnych, a nie sejmowych).(...)

(...)Schetyna swoją pozycję w partii budował krzykiem i brutalnością. I nic się nie zmieniło od 14 lat. Potrafił na przykład publicznie zmieszać z błotem posła Z. na posiedzeniu klubu. Potem co prawda go przeprosił i zrobił liderem listy, ale niesmak pozostał.


(...)Bo Grzegorz Schetyna to człowiek drugiego planu. Skryty, cichy, stroni od publicznych występów. Nie walczy o tytuły i stanowiska. Lubi działać za kulisami. Kierować z tylnego siedzenia. Prowadzić wojny podjazdowe. Gra ostro i nie uznaje kompromisów. Stąd nazywany jest we Wrocławiu kardynałem Richelieu.

(...)Była to też wojna między etosowcami z UD a liberałami z KLD, której ostatnim epizodem było pompowanie kół. Wojna na koła wybuchła w 1999 roku przed regionalnym zjazdem UW, na którym wybierano władze partii. Wyboru mieli dokonać delegaci wybrani w kołach. Im koło miało więcej członków, tym więcej mogło wyznaczyć delegatów.


Tuż przed zjazdem zaobserwowano niezwykłe zjawisko powstawania kół z niczego i ich błyskawicznego puchnięcia. Dobrze napompowane koło w ciągu kilku dni mogło przyrosnąć o setki procent. Choć trzeba uczciwie przyznać, że pompowali i jedni, i drudzy, to koła liberalne były pompowane najpierw. Dopiero potem podpatrzyli ten sposób etosowcy.


Jak twierdzą etosowcy, przekroczeniem granicy dobrego smaku było już napompowanie kół martwymi duszami. Wyszło to na jaw, gdy przyjechali partyjni kontrolerzy z Warszawy. Choć nikt nikogo za rękę nie złapał, etosowcy uważają, że za całą operacją dmuchania stał Grzegorz Schetyna. – W gabinecie Grześka spotykali się szefowie tych podejrzanych kół, więc trudno uwierzyć, że o niczym nie wiedział – mówi jeden z wrocławskich działaczy Unii Wolności.(...)

(...)– Nigdy nie słyszałem, by Grzegorz wyartykułował swoje poglądy – opowiada P. – Nie wypowiadał się nigdy ani na temat Kościoła, ani gospodarki, ani w innej sprawie. Nigdy nie toczył ideologicznych sporów. Ożywiał się dopiero wtedy, gdy rozmowa schodziła na sprawy personalne, dotyczyła koalicji lub przyszłych sojuszy. Kogo wesprzeć, a kogo osłabić. Bo w grach gabinetowych jest mistrzem.(...)

(...)Wrocławskie imperium Grzegorza Schetyny zbudowane zostało na trzech filarach: polityka, radio i sport. (...) Bo byli KLD-owcy w Platformie trzymają się razem. To elita elit. Środowisko zamknięte, które dużo z sobą przeżyło. Budowali te związki między sobą przez lata i mają długi marsz za sobą, w którym wiele razy byli poturbowani. Dlatego mają zaufanie tylko do siebie. – Właśnie to środowisko rok temu musiało zamordować swojego brata: Pawła Piskorskiego – opowiada jeden z posłów Platformy. – Trzeba było go poświęcić, by inni mogli przeżyć.

(...) Przed wyborami odbyło się w Platformie wielkie zamiatanie. Tam gdzie można było, listy wyborcze zostały wymiecione z ludzi Rokity. Przyjeżdżał Schetyna do regionu, oglądał listę, spotykał się z kandydatami, rozmawiał, a potem wycinał, przesuwał i korygował. Gdy pojawiały się protesty, rozkładał ręce i mówił: – Donald jest bossem i on o wszystkim decyduje.

Choć jak wiadomo, to on wymyślił i namówił do kandydowania Janusza Palikota, który dotąd trzymał się z dala od polityki. Po ostatnich wyborach jest w Platformie spora grupa ludzi, która nie cierpi Schetyny. – On sam wyhodował sobie całe stado wewnętrznych wrogów, którzy trzęsą się przed nim ze strachu, ale marzą o jego upadku – mówi poseł PO. – Nie ma na to szans, dopóki stoi przy Donaldzie, który go potrzebuje. Bo Tusk jest subtelny i delikatny. Więc funkcję złego pana Hyde’a pełni Grzesiu. To on jest aparatem przymusu i kiedy trzeba, wykona wyrok w imieniu partii. (...)

Cezary Łazarewicz

GAZETA WYBORCZA:

(...)Zdrojewski ma jednak jedną podstawową wadę - nie jest akceptowany przez ścisłe kierownictwo partii. Szefem klubu parlamentarnego został wbrew woli "dworu" i samego Donalda Tuska. Nie jest także tajemnicą, że za Zdrojewskim nie przepada Grzegorz Schetyna, po Tusku numer 2 w partii. Nie zmieniło tego ani kierowanie klubem, ani sympatia mediów.(...)

 

NASZ DZIENNIK/GAZETA WYBORCZA:

"Twardziel" aparatczyk

Prawą ręką Tuska i jego głównym narzędziem w dominowaniu nad PO jest sekretarz generalny Platformy Grzegorz Schetyna. Powszechnie uważany jest on za mistrza intryg, różnych gabinetowych gier i gierek. Nazywany "twardzielem" polityk z Wrocławia znany jest z bezwzględnej brutalności wobec przeciwników i rywali. Towarzyszy temu skrajne upodobanie do mocnych słów, rzucania wiązanek z przekleństw. "Gazeta Wyborcza" z 7 grudnia 2005 r. opisywała: "Gdy mu [Schetynie - JRN] nie udaje się postawić na swoim, nie przebiera w słowach. 'K..., zniszczę cię' miał powiedzieć w 2001 r. do Jacka Protasiewicza, kiedy ten nie zgadzał się, żeby to Schetyna otwierał listę wrocławskich kandydatów do parlamentu. (...) Wściekły Schetyna odebrał to jako zdradę".

Wspomniana "Gazeta Wyborcza" przytacza opinię anonimowego samorządowca z PO o Schetynie: "Ludzie boją się jego brutalnych reakcji, krzyku, grożenia". Pisze o ogromnej podejrzliwości Schetyny, podsycanej jeszcze silniej przez jego żonę, wciąż wietrzącą spiski.

(...) Frasyniuk do dziś nie lubi Schetyny. 'Był arogancki i chamski. Uważał, że ludzi trzeba trzymać za mordę. To pompowanie liczby członków najlepiej oddaje jego styl uprawiania polityki'".

prof. Jerzy Robert Nowak

 

Co prawda teraz Grzesiu deklaruje:

MONEY.PL

Grzegorz Schetyna: Nigdy już nie połączę polityki z biznesem.

Czyli to znaczy, że kiedyś łączył... oj nieładnie nieładnie... Kiedyś lody kręciłeś. Teraz już nie będziesz?

A jak jest naprawdę?


Niezweryfikowany cytat podany za Kismetem: "Do biznesu idzie się dla pieniędzy, do polityki idzie się dla jeszcze większych pieniędzy."