ciąg dalszy ...


Po jakimś czasie Protasiewicz zmusił władze Wrocławia do uchwalenia ustawy o promowaniu sportu. Nie trzeba być filozofem aby wymyślić kto mógł na tym skorzystać. W 1998 roku Śląsk Wrocław dostał od miasta 700 tys. złotych dotacji z miliona, który w budżecie był przeznaczony na promocję regionu. Resztę, czyli 300 tys. dostał klub żużlowy Sparta (dzisiejszy Atlas Wrocław).

Marcin Adamczyk

PRZEKRÓJ

GRZEGORZ SCHETYNA przez najbliższe lata będzie trzymał żelazną ręką Platformę Obywatelską, choć marzy mu się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. 15 lat czekał, by stać się jednym z najważniejszych graczy. I się doczekał.

Gdy w słuchawce telefonu słychać „kurwa, no”, znaczy to, że dzwoni mocny człowiek z Wrocławia. Nie musi się przecież tłumaczyć, po co dzwoni. To wiadomo. Interesuje go tylko, czy sprawa, którą zlecił, została już załatwiona. Dlatego to krótkie przywitanie zupełnie wystarcza.

Wtedy należy wypowiedzieć się zgrabnie i na temat. Mówić krótko. Bo Grzegorz Schetyna lubi krótkie zdania i tryb rozkazujący.

(...)Jan Waszkiewicz, ówczesny szef wrocławskiego KLD, pamięta, że młodzi wnieśli dynamikę tak dużą, że zaraz go odwołali. Poszło o kandydatów na posłów w wyborach 1991 roku. Waszkiewicz chciał liderów z KLD, młodzi, którymi kierował Schetyna, forsowali biznesmenów. Dlatego posłem z Wrocławia został Zenon Michalak (później znany już jako Zenon M. i występujący w kronikach kryminalnych, a nie sejmowych).(...)

(...)Schetyna swoją pozycję w partii budował krzykiem i brutalnością. I nic się nie zmieniło od 14 lat. Potrafił na przykład publicznie zmieszać z błotem posła Z. na posiedzeniu klubu. Potem co prawda go przeprosił i zrobił liderem listy, ale niesmak pozostał.


(...)Bo Grzegorz Schetyna to człowiek drugiego planu. Skryty, cichy, stroni od publicznych występów. Nie walczy o tytuły i stanowiska. Lubi działać za kulisami. Kierować z tylnego siedzenia. Prowadzić wojny podjazdowe. Gra ostro i nie uznaje kompromisów. Stąd nazywany jest we Wrocławiu kardynałem Richelieu.

(...)Była to też wojna między etosowcami z UD a liberałami z KLD, której ostatnim epizodem było pompowanie kół. Wojna na koła wybuchła w 1999 roku przed regionalnym zjazdem UW, na którym wybierano władze partii. Wyboru mieli dokonać delegaci wybrani w kołach. Im koło miało więcej członków, tym więcej mogło wyznaczyć delegatów.


Tuż przed zjazdem zaobserwowano niezwykłe zjawisko powstawania kół z niczego i ich błyskawicznego puchnięcia. Dobrze napompowane koło w ciągu kilku dni mogło przyrosnąć o setki procent. Choć trzeba uczciwie przyznać, że pompowali i jedni, i drudzy, to koła liberalne były pompowane najpierw. Dopiero potem podpatrzyli ten sposób etosowcy.


Jak twierdzą etosowcy, przekroczeniem granicy dobrego smaku było już napompowanie kół martwymi duszami. Wyszło to na jaw, gdy przyjechali partyjni kontrolerzy z Warszawy. Choć nikt nikogo za rękę nie złapał, etosowcy uważają, że za całą operacją dmuchania stał Grzegorz Schetyna. – W gabinecie Grześka spotykali się szefowie tych podejrzanych kół, więc trudno uwierzyć, że o niczym nie wiedział – mówi jeden z wrocławskich działaczy Unii Wolności.(...)

(...)– Nigdy nie słyszałem, by Grzegorz wyartykułował swoje poglądy – opowiada P. – Nie wypowiadał się nigdy ani na temat Kościoła, ani gospodarki, ani w innej sprawie. Nigdy nie toczył ideologicznych sporów. Ożywiał się dopiero wtedy, gdy rozmowa schodziła na sprawy personalne, dotyczyła koalicji lub przyszłych sojuszy. Kogo wesprzeć, a kogo osłabić. Bo w grach gabinetowych jest mistrzem.(...)